W celu umożliwienia pełnego odbioru tej strony wysyłane są zapisujące się na komputerze odbiorcy pliki cookies.

Ryszard Stemplowski

2016-02-15

W sieciach „polityki historycznej”

Przysłano mi link do tekstu „Triumf niemieckiej propagandy”, zamieszczonego w czasopiśmie „wSieci” (8-14.02.2016). Autor pisze w nim o zagranicznych ideach, tezach politycznych, niemieckich działaniach w stylu „polityki historycznej”, czego treści w tej krótkiej notce nie omawiam, ponieważ najważniejsze jest to, co w jego artykule dotyczy profesorów: Włodzimierza Borodzieja, Anny Wolff-Powęskiej, Krzysztofa Ruchniewicza, Roberta Traby i Stanisława Żerko. Autor najwyraźniej chce zasugerować opinię, że ich prace są naukowo niewiele albo i nic nie warte, niektóre są kompromitujące, dyskwalifikujące, nawet szkodliwe, a oni sami służą niemieckiemu państwu, które ich w swoim interesie specjalnie ochrania. Tak ten artykuł odbieram. Autor odnosi to przede wszystkim do Borodzieja, tłumacząc jego wysoką pozycję wieloletnim,  „zakulisowym wsparciem” i potępiając jego działalność. Najwyraźniej Autorowi nie mieści się w głowie, że idealnie dwujęzyczny (j. niemiecki, j. polski) i znający jeszcze inne języki historyk polski mógł zostać w wieku 23 lat (1979 r.) sekretarzem polsko-niemieckiej komisji podręcznikowej, a potem odnosić jeszcze większe sukcesy.

Oczywiście, tezy autorów prac naukowych powinny być - i są - poddawane krytycznej analizie; krytycznej, czyli opartej na metodologicznie wypracowanych kryteriach. Liczne (nie wszystkie) prace wymienionych profesorów znam. I je cenię. Może jednak któreś z tez już się zdezaktualizowały w świetle nowych badań, nie wiem, ale przecież pojawianie się nowych tez nie jest czymś niezwykłym. Trzeba je tylko przekonywająco uzasadnić. Jednak Autor wspomnianego artykułu nie ułatwia nam tu niczego, raczej nie posługuje się bowiem kryteriami nauki. Nie ogranicza się zresztą do omawiania  wyselekcjonowanych przez siebie prac naukowych. Pisze o działalności tych profesorów, lecz z reguły nie podaje logicznego dowodu swoich opinii, odwołując się często do przypuszczeń, insynuacji, oskarżeń. Autor artykułu „wSieci” nie sądzi (i o tym pisze), żeby uczeni ci mogli się zmienić w krytycznych i niezależnie myślących historyków, z czego wynika, że im takich cech publicznie odmawia, godząc w autorytety uczonych i akademickich nauczycieli. Co więcej, posuwa się do publicznego sformułowania bezprecedensowego w demokratycznej Polsce postulatu urzędowego ograniczenia prawa konkretnie wymienionych profesorów do nauczania. Publicznie nazywa tych obywateli – uwaga – „wyobcowanymi z polskiej historii”.

Tekst „wSieci” polecam poszukującym znaczenia modnego terminu „polityka historyczna”, jakim Redakcja artykuł opatrzyła. Redaktorowi „wSieci” i Autorowi wymienionego artykułu może się przydać inna lektura: Konstytucja RP oraz art. 212 i 216 k.k. i art. 23 i 24 k.c.

I ten artykuł „wSieci”, i inne przejawy stosunku obywateli do ustroju, do polskiego prawa, podlegają badaniu w kategoriach kultury politycznej. Czy wymieniony artykuł sygnalizuje wzbieranie antyinteligenckiej i antydemokratycznej rewolucji kulturalnej? Mamy nowych, lutowych hunwejbinów marcowych? Czy w ten sposób miałoby dojść do wprowadzenia takich autorów, dziennikarzy, popierających ich polityków, do szeroko pojmowanej elity? Ja dalsze jej poszerzanie uważam za konieczne i nieuniknione. W tę stronę zresztą meandrujemy od czasu II wojny światowej, przyspieszając od zrywu Solidarności i odrzucenia socjalizmu państwowego. Ale jakimi sposobami można te zasoby ludzkie powiększać? Czy metoda Autora „wSieci” może być uznana za uczciwą, moralną? Posługując się takimi metodami, nikt tych uczonych nie doścignie, żadnego z nich na stanowisku nie zastąpi, a czasopismo na ogłaszaniu takich opinii prestiżu nie zbuduje. Uczciwa krytyka to coś racjonalnego. „Myślenie moralne jest racjonalne” (Heller). To coś innego, niż taka „polityka historyczna”. Aspirujący do stanowisk publicznych, a nade wszystko ludzie już je zajmujący, powinni szanować normy (wartości) kultury politycznej demokratycznego państwa prawnego. Tylko w ten sposób sami osiągną więcej, z pożytkiem dla nas wszystkich. Awanturnicza „polityka historyczna” prowadzi na manowce.

Notes