W celu umożliwienia pełnego odbioru tej strony wysyłane są zapisujące się na komputerze odbiorcy pliki cookies.

Ryszard Stemplowski

2013-12-06

Nelson Mandela odszedł?

Kiedy nadeszła moja kolej, przedstawiłem się i powiedziałem: „Panie Prezydencie, zapisał Pan trwałą kartę w historii rodzaju ludzkiego.“ W odpowiedzi usłyszałem: „Pan jest bardzo uprzejmy. Życzę szczęścia Polsce i Panu osobiście.“ Wszystko to było dość konwencjonalne, jak zwykle przy okazji wizyt państwowych. Był lipiec 1996 r. i Mandela był w znakomitej formie. Wysoki, prosto się trzymający, z ujmującym uśmiechem, ciepłym spojrzeniem, mocnym uściskiem dłoni. W ciemnoszarym garniturze (późnym przedpołudniem). Tylko nas obowiązywał dress code typu white tie, jeśli dobrze pamiętam.

Osobiste zetknięcie się z człowiekiem wielkich czynów wpływa na pojmowanie znaczenia tych czynów. Jak wpływa? Trudno mi to opisać, gdyż sam tego w pełni nie rozumiem. Z pewnością myśli się o tej osobie stykając się potem z wiadomościami o jej kraju. Doświadczyłem tego jeszcze w tym samym dniu, przy kolacji. Byłem już w Londynie na tyle długo, żeby siedzieć bliżej Mandeli niż wielu innych ambasadorów. Moim sąsiadem był południowoafrykański rzecznik praw obywatelskich. Oczywiście, zasypałem go pytaniami, a on cieszył się ze sposobności do propagowania swego kraju. Kiedy już uznałem, że zawiązała się między nami nić sympatii, a w każdym razie widziałem, że łatwo się komunikujemy, zaryzykowałem, tak mniej więcej mówiąc: „Europejczycy powszechnie życzą Wam powodzenia, ja też, ale mam również obawy, że czeka Was okres trudnych rozliczeń. Nie tyle personalnych, co wielkogrupowych. Biali będą musieli opuścić Republikę Afryki Południowej“. To było mocne stwierdzenie (choć nie użyłem przymiotnika "rasowych") i oczekiwałem kategorycznego sprzeciwu. Tymczasem mój rozmowny sąsiad zamilkł – i milczał tak długo, że choć nie obawialem się, iż mnie opacznie zrozumiał, to jednak zdążyłem się zdecydować, jak dalej tę konwersację prowadzić. Ale w końcu się odezwał. Spokojnie, rozważnie dobierając słowa, powiedział, jakby do siebie: „Madiba nas przeprowadzi“. Nazwał Mandelę imieniem klanowym, a to „przeprowadzi“ zabrzmiało biblijnie. Wtedy ja zamilkłem. Dalsza rozmowa miała treści banalne. To co w niej najważniejsze, zostalo już powiedziane.       

Za mało wiem o RPA, żeby ocenić tamtejsze procesy społeczne, w tym – wezbraną falę przestępczości wśród dawniej dyskryminowanej większości. Czy dotyka ona Białych inaczej niż Czarnych? Wiem jednak, chcę wierzyć, że nie całkiem odszedł Mandela. Pamięć o nim i zarazem jego wielkim czynie wolnościowym będzie wzmacniać dążenia prawdziwie wolnych obywateli do rzeczywistego dobra wspólnego - prawdziwie wolnej Republiki wszystkich jej obywateli.

Notes