W celu umożliwienia pełnego odbioru tej strony wysyłane są zapisujące się na komputerze odbiorcy pliki cookies.

Ryszard Stemplowski

2014-04-21

Polemika

Profesor Jan Szemiński komentuje moją odpowiedź na pytanie, dlaczego Ukraińcy nie walczą (zob. <http://www.stemplowski.pl/index.php/64-notes-2014-04-16-dlaczego-ukraincy-nie-walcza>):

(…) Przeczytałem twoje mądre uwagi, ale chyba się z nimi zgadzam tylko częściowo. Ja nie wiem, co zostaje ze świadomości narodowej po ludobójstwie, którym została objęta cała populacja, a ciągnęło się ono długo, bo przynajmniej od 1928 r. i nie wiadomo do kiedy, chyba do połowy lat 50-tych. Jakaś partyzantka ukraińska trwała ponoć jeszcze w pierwszej połowie lat 50-tych. 

Nasilenie tępienia języka i kultury ukraińskiej było takie, że ludzie bali się między sobą mówić po ukraińsku. Dla mnie zdumiewające jest to, że jednak mówią, co świadczy o jakimś procesie narodotwórczym dość silnym. Być może bez moskiewskiej agresji proces potoczyłby się łatwiej. Tak czy siak, problem strachu o wiele większego i o wiele dłuższego, niż np. wśród polskich Żydów pod Adolfem, jest problemem godnym przebadania i nie do ominięcia. Wydaje mi się, że ten sam proces długotrwałego wyrzynania i represji objął Białoruś, może jeszcze silniej niż Ukrainę.

Wreszcie "separatyści" to przecież tacy jak na Krymie: potomkowie stalinowskich morderców, którzy dostali w nagrodę cudze domy i cudze ziemie. Wymordowani na wschodniej Ukrainie zostali zastąpieni osadnikami z Rosji właściwej. Trudno od nich oczekiwać ukraińskiej lub krymtatarskej  świadomości narodowej. To chyba częściowo spór między tubylcami a najeźdźcami. A czy można zasymilować ludobójców?

Moja uwaga: Ludobójczy cios tym był silniejszy, że świadomość narodowa Ukraińców w latach dwudziestych dopiero się rodziła. (R.S.)

Notes