W celu umożliwienia pełnego odbioru tej strony wysyłane są zapisujące się na komputerze odbiorcy pliki cookies.

Ryszard Stemplowski

2016-07-02

Trzeba się lepiej odżywiać

To nie jest kryzys UE, jak wieszczą defetyści i triumfują współzawodnicy; to są objawy instytucjonalnej niewydolności, okresowo pojawiające się w fazie wzrostu i to możemy przezwyciężyć.

Globalizująca się gospodarka pobudza integrację, której instytucjonalizacja jest jednak uzależniona od bezpośredniego współdziałania państw. Współdziałanie niektórych państw w UE wyraża się już w daleko idącym pogłębianiu integracji. Odbywa się to przy pomocy faktycznego, niedeklarowanego funkcjonowania traktatowej instytucji współpracy wzmocnionej. Faktycznego tylko, gdyż euro nie jest formalnie taką instytucją, ale funkcjonowanie euro ma podobną genezę i daje taki sam skutek, a jest nim pogłębianie integracji, mimo jeszcze istniejących, systemowych niekonsekwencji systemowych wspólnej waluty. O tym od dawna piszę w swych książkach.

Do wspólnej waluty będą dodawane, stopniowo, wspólny system bankowy, kontrolny, podatkowy, budżetowy, ochrony bezpieczeństwa itd., wzbogacając wspólnotowość, która przecież obejmuje już w niektórych dziedzinach całą Unię. Z czasem, powstanie konfederacja, państwo przerastające w federację – demokratyczne państwo prawne pod rządami prawa – z dążącymi do tego państwami członkowskimi UE, przekształconymi w autonomiczne człony federacji. Nie ze wszystkimi obecnie członkowskimi, lecz właśnie tylko tymi, które będą w stanie w takim procesie uczestniczyć. Brexit zmniejszy zróżnicowanie i ułatwi pogłębianie. Czy Polska temu wyzwaniu sprosta? Czy może pójdziemy inną drogą? Jeżeli pomylimy samodzielność z samotnością, to pójdziemy tą inną drogą, stając się nacjonalistycznie Wielkim Narodem Polskim, choć tylko buforowym pograniczem Wschodu potężnych autokracji, tym wykrakanym, zachodnio-wschodnim pomostem, po którym chodzi się (maszeruje!) w tych obydwu geokierunkach, bez pytania go o zdanie.

Niedorozwój instytucjonalny hamuje integrację, będąc przejawem ograniczoności państwa narodowego. Głębiej patrząc, jest wynikiem tylko powoli zmieniającej się  tożsamości obywatela państwa członkowskiego i obywatelskiej wspólnoty narodowo-państwowej.  Integracja będzie się rozwijać tym lepiej, im pełniej tożsamość taka obejmie wszystkie poziomy: tożsamości lokalnej, regionalnej, narodowej i europejskiej; narodowej czyli kulturowej, historycznie wspólnotowej, językowej, bogatej dziedzictwem. Pomaga temu rozbudowa demokracji unijnej, lecz ta rozbudowa jest zarazem wynikiem zmian w tożsamości. Nieproste to sprzężenie i zmiany – nieszybkie.

Ten proces jednak trwa, lecz integracja gospodarcza – sektor prywatny -  jest szybsza. Żaden przedsiębiorca jej nie zwalcza, przeciwnie, chce ją ulepszać, w niej uczestniczyć i na niej korzystać. Inaczej polityk, który głosi hasła nacjonalistyczne, żeby integracji przeciwdziałać.

 A gdzie stoi zwykły obywatel? Tożsamość Polaka na integracji nie cierpi, przeciwnie – korzystając z dobrodziejstw integracji możemy naszą polskość umacniać, także poprzez współdziałanie z innymi. Inaczej na to patrzy bardzo wielu polityków i ludzi takim politykom ulegających.

Niejeden polityk czuje się w UE niepewnie, gdyż wielka skala integracji pionierskiej na światową skalę takiego polityka przeraża, zwłaszcza jeżeli jest człowiekiem mentalnie operującym w skali lokalnej, peryferyjnej, prowincjonalnej, parafialnej, a to przecież typowe. Nacjonaliści widzą w państwie narodowym (pojmowanym przez nich nie jako państwo z narodem politycznym, lecz jako etnicznie jednonarodowe) cel najwyższy; gotowi są dla niego poświęcić, i demokrację, i drogę integracji. Inni zaś ludzie pojmują cel najwyższy jako dobro wspólne i tylko wspólnie w XXI wieku osiągalne, stopniowo, budując organizację (instytucję) przewyższającą ograniczenia państwa narodowego: demokratyczne państwo paneuropejskie wielu narodów pod rządami prawa.

Europejskie narody w UE obecnego formatu nie ocaleją, a na trudności obecnej fazy europejskiego wzrostu nie należy patrzeć jak na kryzys, z którego nie wiadomo, jak wyjść i czy da się wyjść, lecz jak na pewnego rodzaju brak, niedorozwój czy niewydolność – do przezwyciężenia. Żeby to przezwyciężyć, trzeba sytuację poprawnie diagnozować i dostrzegać potrzebę konstruowania nowych, silnych, wspomnianych wyżej bodźców integracyjnych: jak będziemy się lepiej jako Unia odżywiać budowanymi instytucjami wspólnotowymi, a jednocześnie sprawimy, że nikomu nie zabraknie żadnego pożywienia, to będziemy mądrzejsi, silniejsi, piękniejsi i liczniejsi – i (po)zostaniemy Europejczykami. Wtedy też będziemy w stanie skuteczniej pomagać  mieszkańcom innych regionów rozwijać ich kraje tak, żeby więcej tych ludzie chciało tam żyć. 

PS 5 lipca. Zazdroszczą nam integracji: Democracia e integración regional

Notes